Nowe bastiony socrealu

Supermarkety, o dziwo. Regularnie zdarza się że ludzie kupują coś bo „akurat przywieźli” (bo takie ładne)  a nie daj boże że jest jakaś super mega hiper promocja na otwarciu sklepu. 10 par butów do wózka i dopiero gdy szał opadnie zaczyna się mierzenie. Czemu? ‚Bo to taka okazja!”  Kto pamięta jak się kupowało chińskie tenisówki w latach 80 XX  w. wie, o czym piszę. Z drugiej strony brak czasem akurat tego, czego właśnie człowiek potrzebuje. Jest papier ścierny, ale tylko w jednej grubości. Jest farba antykorozyjna, ale tylko w 3 kolorach. Jest wiertarka, ale tylko taka, która się rozleci po godzinie pracy.
No i te kolejki! A to kolejkowe kombinowanie, jakby tu się dopchnąć bokiem w połowie ogona do stoiska mięsnego. Stare babcie przypominają sobie wszystkie wypróbowane za młodu sposoby. Aż się łezka kręci na myśl o czasach kolorowej oranżady czy lodów bambino konsumowanych na zaśmieconej plaży podczas wczasów pracowniczych.