W Warszawie nie ma korków…

… o czym świadczy przykład polityka nazwiskiem Komorowski który swobodnie śmiga służbową limuzyną 140 km/h. To znaczy, śmiga jego kierowca. To znaczy, polityk po zastanowieniu nie jest pewien, czy to było naprawdę 140. A tak naprawdę to nie czuje się winny wykroczenia, bo jechał po Trasie Łazienkowskiej, a nie po jakichś bliżej nieokreślonych bocznych ulicach, co wyklucza poczucie grozy.
Można by nad tym przejść do porządku dziennego, znając realia Trasy Łazienkowskiej, gdzie półtora paczki na liczniku to dla wielu żaden wyczyn, aliści…
No właśnie. Stojąc dziś w korku na Wawelskiej doznałem olśnienia. Dotarło do mnie, w jaki sposób politrucy mogą udowadniać tezę Bufetowej, że w Warszawie nie ma korków.
Bardzo proste. Pomykasz sobie, szary człowieku, 20 km/h w sznurku pojazdów, i dochodzi do ciebie dźwięk syreny gdzieś hen z tyłu. Więc potulnie zjeżdżasz na bok, katujesz zawieszenie wjeżdżając na krawężnik ze skrajnego pasa. W końcu – policja, pogotowie, straż pożarna mają bezwzględne pierwszeństwo.
Gdy pojazd pod sygnałem mija cię w wielkim pędzie, mielisz w ustach kilka brzydkich słów, bo oto pędzącym okazał się radiowóz pilotujący opasłą limuzynę. A nią zapewne jakiś prominentny politruk spieszy na spotkanie opłatkowe z wyborcami. Albo do domu, żeby przebrać się i dalej gnać na bankiet. Służbową limuzyną, rzecz jasna. Jak to czyni minister Pitera, walcząca z wykorzystywaniem służbowej karty kredytowej do zakupu porcji dorsza. Ale miało być nie o tym.
Dni parę temu wieczorem spacerowałem sobie zieleńcem przy Opaczewskiej i wzrok mój przykuł taki oto obrazek. Opasła limuzyna całkowicie zatarasowała chodnik przed wietnamską restauracją na rogu Grójeckiej, pozostawiając malutki prześwit. Akurat tyle, aby obywatel mógł się przecisnąć bokiem przy ścianie. Co też obywatele potulnie robili, tylko jeden nie wytrzymał nerwowo i zabębnił pięścią w tylną maskę limuzyny. Po czym profilaktycznie oddalił się i miał rację, bo po dłuższej chwili zaroiło się tam od dobrze odżywionych panów.
Stałem i patrzyłem, dotleniając się. Jeszcze chwila i do limuzyny wchodzi pasażer, drzwi się zamykają. Ale furka ruszyła dopiero wtedy, gdy pojawiły się radiowozy na sygnale, które miały dbać o bezpieczeństwo i szybki przejazd pustawą o tej porze Grójecką.
Czy wiecie, jak wygląda ul. Opaczewska? Wzmiankowana wietnamska restauracja leży tuż przy Grójeckiej, ale aby wyjechać z jej parkingu trzeba wjechać w Opaczewską, która na tym odcinku jest jednokierunkowa i prowadzi dokładnie w drugą stronę. Aby wyjechać w Grójecką, należy nadłożyć ponad kilometr, pustymi ulicami to jest kilka minut. Ale jednemu z ojców narodu się śpieszy, zresztą przepisy nie dla niego / nie dla jego kierowcy… Zwyczajnie, w asyście radiowozów na sygnale wjeżdżają w jednokierunkową pod prąd i tym sposobem już po kilkunastu sekundach są na Grójeckiej. Brak poczucia grozy zapewniła obecność stróżów prawa i porządku.
Arogancja chamów, którzy dzięki partyjnym układom dostali sie na szczyty nie zna granic.
140 km/h marszałka sejmu, Bronisława Komorowskiego to tylko czubek góry lodowej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s